Ballada o zejściu do sklepu - Miron Białoszewski



Ballada o zejściu do sklepu

Najpierw zeszedłem na ulicę
schodami,
ach, wyobraźcie sobie,
schodami.

Potem znajomi nieznajomych
mnie mijali, a ja ich.

Żałujcie,
żeście nie widzieli,
jak ludzie chodzą,
żałujcie!

Wstąpiłem do zupełnego sklepu;
paliły się lampy ze szkła,
widziałem kogoś - kto usiadł,
i co słyszałem?... co słyszałem?
szum toreb i ludzkie mówienie.

No naprawdę
naprawdę
wróciłem.

Miron Białoszewski

6 komentarzy:

  1. Po przeczytaniu wiersza Lieberta o jarzębinie przed domem, "przyszedłem" od razu tutaj, do Białoszewskiego, by sprawdzić, czy zamieściłaś wiersz o zejściu do sklepu. Moja analogia jest taka, że te dwa wiersze, Lieberta i Białoszewskiego, mówią o podobnym odczuciu... Zachwycie nad chwilą, wdzięczność z tego powodu, że się jest, a w przypadku Lieberta - zważywszy na to, że pisał już pod koniec życia - że jeszcze się jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ceni się życia, gdy 'jeszcze się jest'. Dziś na wieczornym spacerze z psem modliłam się, by móc oddać życie za życie. Na moim mi nie zależy. Ale moi rodzice bardzo się kochają. A ja? A mnie na moim życiu nie zależy.
      PS. Fakt, tylko psiak by umarł z tęsknoty za mną - dlatego żyję.

      Usuń
  2. Oby, pomimo wszystko, było jak najwięcej takich dni, kiedy fascynujące jest nawet schodzenie po schodach, szum toreb i... wieczorny spacer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby było!
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i dziękuję, że tu jesteś:)

      Usuń
  3. Dzięki !

    Poznałem ten wiersz w szkole, parę ładnych lat temu...(10?) Nie pamiętałem ani autora ani słów a jedynie sens i wymowę. Często idąc przez miasto miałem podobne odczucia co autor. Jedynie wydawało mi się że była w tym utworze wzmianka o tramwaju... No nic. I bez tramwaju jest wspaniały !

    Pozdrawiam!


    OdpowiedzUsuń