.

.

niedziela, 9 marca 2014

Czy to ty, mój biedny rymopisie... - Sergiusz Jesienin

***

Czy to ty, mój biedny rymopisie,
Księżycowi zwierzasz swoje smutki?
Już od dawna wzrok zmrożony szkli się
Od miłości, od kart i od wódki.

Ach, już księżyc wspina się przez ramę,
Taki blask, że w oczach świata zgasa...
Postawiłem na pikową damę,
A wygrałem karowego asa.

Sergiusz Jesienin
przełożył Adam Pomorski

8 komentarzy:

  1. No i wiesz już skąd mój nick :))) Nawet listów klasycznych nie mam w zwyczaju podpisywać tylko wkładam karowego asa :) co prawda rujnuję się na kolejne talie (bo jestem namiętnym bridge'ystą i canaścistą), ale takie już mam charaktero i ideolo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Posłać swój przekład? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pytaj, tylko dawaj!

      Proooszę;)

      Usuń
  3. A Ty myślisz, że dlaczego tak długo mnie tu nie było?! Brydżowa mafia więziła mnie w swych mackach, a ja mam niestety bardzo słabą silną wolę, ot co..:[ Ergo? Teraz jestem na odwyku, hihihi:)))

    Wklejając dzisiaj ten wiersz, myślałam dokładnie o tym samym!:) Że Ty, że Jesienin, i że "..karowego asa". Tym bardziej, że zawsze sądziłam iż Twój nick ma źródło w bułhakowskim psie Askaro a nie w karciętach! No ale jest w tym pewien sens, bo - o ile mi wiadomo - to Sierioża był w niemałym stopniu pierwowzorem tawariszcza poety Iwana Bezdomnego. Lubię gościa, więc mi to pasuje;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bestio, Ty bezczelna! :) Tak, "słynny Askaro", czyli pies moskiewskiej policji również jest moim 'alter ego' :) W oryginale "Tiuz", czyli rosyjski as. Nie zdążyłem zapytać Witolda Dąbrowskiego skąd takie tłumaczenie, zmarł niestety na kilka lat przed dość dla mnie intrygującym faktem narodzin :)

    MiMa, dostałem na urodziny od Mamy mając lat dwanaście i długo, długo obrastał kurzem. Dopiero, gdy hormony odrobinę mi odpuściły, to wziąłem się za lekturę. I od tego czasu; "Rok bez MiMa, to rok stracony" :)

    Mój przekład; sygnowany na 2001 rok, więc nie jest perfekcyjny, ale właśnie od tamtego czasu używam pseudonimu "as karo", "ascaro", "as karowy" :)

    Spowiadasz się w blasku księżyca,
    nocą rodzi kolejny się wiersz...
    Mróz ci oczy w majakach zachwyca
    ech, ta miłość, karty, no wiesz...

    Księżyc przez ramię spływa z wzgórza
    zabłysnął żółty, no i znikł!
    trafiłeś karowego tiuza
    choć obstawiałeś damę pik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepiękne jest to Twoje tłumaczenie! Dziękuję:)

      I wcale nie chwalę go po kumotersku, tylko (oczywiście wg mnie, czyli czystego laika) Ty po prostu czujesz Jesienina! Nie umiem tego jaśniej wytłumaczyć... Może tak: ktoś kiedyś stwierdził, że 'mówię, myślę, czuję Stachurą', i mniej więcej właśnie w tym sensie śmiem twierdzić, że Ty 'piszesz, myślisz, czujesz' Jesieninem... oraz Ośką Mandelsztamem;)
      Nie potrafię obronić swej tezy w sposób naukowy, bo tak naprawdę to ja się przecież wcale nie znam na poezji! Wiesze na blogu są przeze mnie zbierane tylko i wyłącznie na tzw. "nosa" :D

      [Choć wiem, że Różewicz pisał:

      "...autor, który tłumacząc się
      powiada: Bo ja tak czuję, jest raczej
      śmieszny. I lepiej by – no właśnie, milczał..."

      Na szczęście ja nie jestem żadną poetką, ani nawet 'twórczynią bloga" tylko zbieraczką wierszy, obrazów i łobrazecków, itp. więc mi wolno;p

      Usuń
  5. Magdo - jeszcze taka ciekawostka. Faktycznie w okresie powstawiania "Mistrza i Małgorzaty" był w moskiewskiej policji pies Tiuz. Mam nawet skany gazet brukowych, które robiły z niego bohatera :) Na przykład, jak z zapachu szminki doprowadził bezpiekę do porywaczy pewnej, ekhem "damy"... Jej zaginięcie zgłosił alfons, gdy nie zgłosiła się na "odprawę" na czas. Bawiła się w daczy pod Moskwą... Ech te padmaskiewskije wiecziera... ;-)

    Zaś Iwan Bezdomny zbyt wiele ma wspólnego z Jesieninem, by mógł to być przypadek. Bułhakow znał bardzo dobrze matkę Jesienina i bywał jej częstym gościem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz! Zawsze mnie wcześniej karmiłeś najprzeróżniejszymi ciekawostkami, co uwielbiam! Łatwo to sprawdzić zerkając na mój drugi (czasowo martwy) blog, który de facto składa się niemal z samych plotek i ciekawostek.
      [Kurde, Tomek, ile tego przepadło na dawnym "malowanym..." blogu. Żal. Tam mi sypałeś nimi jak z rękawa.

      No ale cóż, za głupotę się płaci. Heh...

      Ok, koniec smęcenia!
      Ad rem:

      Przede wszystkim źle się wyraziłam z tym "pierwowzorem" Bezdomnego. Czytałam to nieco inaczej, a mianowicie, że Bułhakow wprowadzając postać Iwana chciał złożyć hołd, zmarłemu już przecież wtedy, Jesieninowi. Co by się zgadzało z Twoimi powyższymi niusami o przyjaźni z matką Siergieja. Obaj byli wielce wrażliwymi i młodziutkimik wariatami z płowymi czuprynami. Jednak Bezdommny talentu nie posiadał, a nasz Sieriożeńka miał go po kołyski.. Jeden trafił do wariatkowa, drugi...mmm, powiedzmy, że umarł.

      Nie licytujmy się, kto i ile razy przeczytał MiMa, dobrze?:) Dla mnie ważne jest tylko to, że od...dziesięcioleci nie mam roku, ba! pół roku bez spotkania z Wolandem i jego świtą.
      Woland powstrzymał mnie w ostatniej na równi pochyłej; gdy byłam już ostro rozpędzona w swój zatwardziały ateizm, głową Berlioza, do której przemówił: Pan zawsze wierzył w niebyt i nicość po śmierci. Więc proszę, tam jest pana miejsce."
      A moje niebo? Nie chcę świętości i jasności. Pragnę wiecznego spokoju, dokładnie takiego jaki podarował im Woland:

      "...trzykroć romantyczny mistrzu, czyż nie chcesz we dnie przechadzać się pod drzewami wiśni, które właśnie zaczynają okrywać się kwiatem, a wieczorami słuchać muzyki Schuberta? Czyż nie będzie ci miło pisać gęsim piórem przy świecach? Czyż nie
      chcesz jak Faust zasiąść nad retortą i żywić nadzieję, że uda ci się stworzyć nowego homunculusa? Tam, tylko tam! Tam czeka już dom i stary sługa, goreją świece, które wkrótce pogasną, ponieważ już niebawem powitasz świt. Tą drogą, mistrzu, tylko tą drogą!
      I oto Mistrz przechodził w blasku pierwszych promieni poranka przez omszały kamienny mostek. Strumień został za plecami, szli piaszczystą drogą.
      – Posłuchaj, jak cicho. Słuchaj i napawaj się ciszą. Popatrz, oto jest już przed tobą twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które wspina się aż pod sam dach. Oto twój dom, oto twój wieczysty dom. Będziesz zasypiał z uśmiechem na ustach. Sen cię wzmocni, przyjdą ci po nim do głowy mądre myśli...."

      Ehhh, dlatego przy każdej pełni księżyca błagalnie wzdycham do Wolanda, którego czasami widzę oczami wyobraźni na ścieżce usłanej księżycowym pyłem i modlę się o dokładnie taką wieczność i prawieczność również i dla mnie.

      Wow, ale się rozmarzyłam:))

      Usuń