.

.

sobota, 31 sierpnia 2013

Addio! - Cyprian Kamil Norwid

Addio!

I
"Jeżeli ty mnie szukasz?-- Prawda woła--
To z namiętnościami czasowemi
Węzeł swój roztargnij, synu ziemi!
Bo nie dojrzysz i cieniu mego zgoła..."

II
Silna na to zakrzyknie Popularność:
"Chodź!-- z namiętnościami czasowemi
Złącz się, opieszały synu ziemi.
Ja? nazywam się czynność, Prawda?...
marność!"

III
Bądźcież zdrowe, obiedwie -- do widzenia!
Mnie wołają sny na mech cmentarny;
Ani widzieć chcę tej Prawdy marnéj,
Ni tej Popularności, bez sumienia.

Cyprian Kamil Norwid

Idee i prawda - Cyprian Kamil Norwid

Idee i prawda

1
Na wysokościach myślenia jest sfera,
Skąd widok stromy - -
Mąci się w głowie i na zawrót zbiera;
W chmurach - na gromy.
- Płakałbyś może, lecz łzę wiatr ociera
Pierw, nim błysnęła - -
Po cóż się wdzierać, gdzie światy są zera,
Pył - arcydzieła?!

2
Zły anioł jednak uniósł ECCE-HOMO
Na opok szczyty,
Gdzie, stojąc jeden i patrzając stromo,
Człek - gardzi byty.
- Jakoby wyrwał się z jawu, kryjomo,
Skrzydły nikłemi,
I mierzyć chciał się, sam, z swoją widomą
Wagą, na ziemi.

3
I ściągałby go magnetyzm globowy
W sfery dotkliwe,
Gdzie nie doświadcza nic zawrotów głowy -
Nic! co szczęśliwe.
- Aż wielki smętek lub kamień grobowy
Z tych sfer, bezpiecznych,
Wypchnie znów na szczyt myślenia budowy,
W obłęd dróg mlecznych.

4
Bo w górze - grób jest Ideom człowieka,
W dole - grób ciału;
I nieraz szczytne wczorajszego wieka
Dziś - tyczy kału
*********
Prawda się razem dochodzi i czeka!

Cyprian Kamil Norwid

Błękitny ptak - Blaise Cendrars

Błękitny ptak

Mój błękitny ptak
ma skrzydła zupełnie błękitne
głowę ciemnozieloną i złotą z połyskami brązu
Kilka piór złotych i żółtych w skrzydłach
podbrzusze ma szafirowe
czarną plamę na podgardlu
łapki pąsowe
lśniące oczy z czarnego jadeitu
wydaje okrzyki podobne do gwizdków pary
żywi się bananami i okruchami maczanymi w winie
nazywają go siedmiobarwny

Blaise Cendrars
przełożył Marian Ośniałowski

Wyzuty - Robert Frost

Wyzuty

Kiedy, gdzie przedtem w moim uchu
Ten wiatr tak huczał głuchym szumem?
Po cóż tu stoję i wciąż słucham
Walcząc z opornym skrzydłem drzwi?
I oko biegnie na pienistą plażę,
Lato minęło i dzień minął,
Obłoki ciemne zachód zwarzył,
Pod progiem ganku pochylonym
Liście porywa wiatr i wirem kładzie
Na mych kolanach i na ziemi,
Lecz głos ponury dźwięczy w skroni,
Mówi, że sekret mój już znany,
Wieść, że jestem w domu sam,
Poszła już w świat jakąś drogą,
Wieść, że jestem w życiu sam
Że już nie mam nic prócz Boga.

Robert Frost
tłum. Jan Prokop

On wspinający się po kamienistym zboczu - Janusz Kryszak

On wspinający się po kamienistym zboczu

On, wspinający się po kamienistym zboczu,
unosi z rzeki kroplę ciężką co mu się w skórę wciska
i światło kusi w krąg stojące,
by poruszone stopą lekko
w ten jeden punkt się zbiegło.

Natura już uspokojona i drzemie w piasku bestia płowa,
nic nie porusza raf podziemnych
i cień pochłania miasta, ludzi, drzewa.
A oni, tchnieniem wiatru zachłyśnięci,
w szklistym powietrzu upadają piosenkę nucąc
o jasnym dniu co się nie zmienia
w noc hipnotyczną owadziego przerażenia.

On, całe światło świata dźwigając na swych szczupłych
chłopięcych ramionach, wspina się po kamienistym zboczu
rzeki unoszącej kwiaty, szczątki owadów, pióra ptasie
i, cały obolały nadmiarem światła, zastyga na moment
stopę wpierając w blok połyskliwego powietrza,
i pochylony, wyłuskuje żwiru ziarnko umierające między
palcami.
I trwa tak na przekór wirującemu czasowi,
nic go nie odmienia,
pozostaje przez lata czujny chłopiec nad rzeką
z ciałem przez światło pokąsanym,
daremnie wyglądając zbawiennego cienia.

Janusz Kryszak

piątek, 30 sierpnia 2013

Zmarli - Joanna Pollakówna

Zmarli

Przez trotuar. I po żwirze. Ostrze grani.
Gonią zmarli. Ciągną za nami.
Najpierw cisi. Jeszcze nie znani.
Aż przemówią. Dudniącymi głosami
nawołują. Wciągają w rozmowy.
W krwawym deszczu jarzębinowym.
W silnym blasku. W neonów pląsie
nagabują. Perswadują. Skarżą się.
A ja cicha wciąż. Ja ciągle żywa.
Jeszcze milczę. Trop zacieram. Jeszcze skrywam.
Ale wrócę. Lamentnica bezwstydna
do tych skrytych. Jednodniowych jak widma.

Joanna Pollakówna

W drodze - Leopold Staff

W drodze

Niepokój płodny, jak twórczy dreszcz ziemi,
Codziennie nowej szuka we mnie zmiany.
Idąc gościńcem o kiju pątniczym,
Tłukę dni przeszłe, jak gliniane dzbany.

Po drodze źródła omijam ochłody,
Płonąc wiecznego pragnienia zarzewiem.
Czuję jedynie, że stawać się muszę:
Bóg chce uczynić coś ze mną. Co? Nie wiem.

Wszystkim pozoru złudom towarzyszę,
Którymi wabi słoneczna godzina.
Zbyt szybko minie dzień. Sowa Minerwy
Lot swój dopiero o zmierzchu zaczyna.

Leopold Staff

Oczyszczenie - Erica Jong

Oczyszczenie

Ponieważ kochała męża,
znalazła sobie kochanka.
Ponieważ oszukiwała męża fałszywą wiernością,
poszła do łóżka z kochankiem.
Ponieważ przestała być fałszywie wierna,
poczuła się uczciwa.
Ponieważ była uczciwa,
powiedziała kochankowi, że go kocha.
Ponieważ była uczciwa,
powiedziała kochankowi, że kocha także męża.
Ponieważ była uczciwa,
nieuczciwy kochanek porzucił ją.
Ponieważ kochanek ją porzucił,
poczuła się zdradzona.
Ponieważ poczuła się zdradzona,
wróciła do męża.
Coś ich teraz łączy.

Erica Jong
tłum. Monika J. Sujczyńska

Ostatni raz - Wiktor Woroszylski

Ostatni raz

Spośród tylu rzeczy których nie wiemy
najdotkliwiej uwiera
że nigdy
nie wiemy czy to nie jest
ostatni raz

Odprowadzasz na schody
zapalasz światło
patrzysz na schodzące w dół plecy
a to już
już wszystko

Rozmawiasz przez telefon
odkładasz spotkanie
no dobrze mówi
zdzwonimy się
i

Roztargnione muśnięcie
minięcie się
moment
jak szyfr sprzed wieków
zatarte znaczenie

Wiktor Woroszylski

wtorek, 27 sierpnia 2013

Ale kto mnie tam zrozumie - Ryszard Milczewski–Bruno

Ale kto mnie tam zrozumie

Synem ja – z samej trynki Poluch
Oczy otworzę – mądrość prze–srokatą? –
I co? – patrzę – jesteś: ty moje... zobacz: – –
A dziewczyny się w kątach miotają – –
A chłopaki lecą jak bolące kichnięcia – –
I jest: Odarte – z geniuszu chodactwo...
Wybiegło – przed katowskim wozem świetności
I tyle źrenicy – że oko choć wykol
Siebie oddaję – Orliku Nagi! – tając...
Bogać – skrzy we mnie Polka – gorącżylna ludwika
Bogać – tyle jej – że krwi jurnej zdolna...
O, moja ty, moja ty – Bogatynia – –
Piszczałko w jaśminach – żołno międzyzdrojna
Stuskoczna kozico – trawo międzychodna
I takdalna pochwo sanitarna – dopokąd...
Do – ostatecznie – dlać! – o świstak–błędnym czole:
Niosę prawdopoety kapkę – jak przysłów buławę...
Ale kto mnie tam zrozumie!

Ryszard Milczewski–Bruno

Echo serca - Agata Tuszyńska

echo serca

aorty dróg

i żadna się nie kończy

wybieram jedną
żeby drugiej posmakować
ukradkiem
przed trzecią
i zaułkiem czwartej

pętla labiryntu
zaciska się
na szyi

Agata Tuszyńska

Jest w nożu którym kroisz chleb - Julia Hartwig

Marie Laurencin
Jest w nożu którym kroisz chleb

czeka na ciebie w cieniu
którego szukasz upalnego dnia
i w uderzeniach deszczu kiedy stojąc w oknie
patrzysz na szarpane wiatrem drzewa
dopada cię w tłumie
jest kluczem który zamyka przed tobą
lub otwiera zatrzaśnięte drzwi
wieszczką która nie zna co to dobre wieści

próbuje zamieszkać w tobie
i podpisuje się twoim imieniem
choć istnienie jej zasadza się na braku pojednania
ona była na początku
i ona będzie na końcu

najlepiej iść z tobą na ugodę
nieśmiertelna samotności

Julia Hartwig

Nie mogę napisać - Krzysztof Lisowski

nie mogę napisać

nie mogę napisać tego wiersza
nie jestem posłany nie mam objawienia
pada deszcz
wiem tylko że Paweł Apostoł szedł stepami
do Nikopolis aby nauczać braci
szykowała się ciężka zima
marzły oliwki
padał deszcz
nie czuł się powołany
uwierały go buty
miał w ustach smak rdzy

Krzysztof Lisowski

Znam już na pamięć - Jan Wołek

Znam już na pamięć

znam na pamięć
Wszystkie swoje sny
Te konfrontacje trwają już od dwudziestu kilku lat
Co noc układam się wygodnie w fotelu
I mocno zaciskam oczy
Najpierw jest czołówka o baranach
Wreszcie film
Więc z utęsknieniem
I stale rosnącym podnieceniem
Czekam na swoje sceny miłosne
A potem następuje zawód
Wskakuję na krzesło
Składam palce w gwizd
Cienki jak igła w oku
Tupię ze złości i krzyczę:
Wycięli skurwysyny wycięli!

Jan Wołek

Zboże - Julian Kornhauser

Zboże

Nazajutrz znaleziono go pijanego pod
jedenastym. Tłumaczył, że nie jest pijany,
że umiera. W twarz. Że umiera, że nie jest pijany.
Raz w twarz i jeszcze raz. W ręce trzymał
różę, małą, czarną różę. Tłumaczył, nie macie prawa,
ja tylko umieram. W białym zbożu, gdzie
gdzie go złożono, wyobraził sobie konia. Poił go,
karmił, głaskał pod szyją, konia, który
utonął wraz z nim w dzieciństwie. Bardzo
bał się zwierząt. Tłumaczył, że tylko umiera.

Julian Kornhauser

Konduktor (Heraklit) - Józef Baran

Konduktor (Heraklit)

nucąc pod nosem swoją
urzędową śpiewkę:
– bilety do kontroli
bilety do kontroli
przechodzi przez
kołyszący się most
złożony z dwudziestu pięciu
wagonów
i dociera do Krakowa

zapala papierosa
i znowu zapatrzony
w przepływającą rzekę pasażerów
powraca
pomostem wagonów

na brzegu
czeka na niego
stary rower
stara ścieżka do wsi
i stara myśl:
              – panta rhei
             panta rei

Józef Baran

Pan Cogito i ruch myśli - Zbigniew Herbert

Pan Cogito i ruch myśli

Myśli chodzą po głowie
mówi wyrażenie potoczne

wyrażenie potoczne
przecenia ruch myśli

większość z nich
stoi nieruchomo
pośrodku nudnego krajobrazu
szarych pagórków
wyschłych drzew

czasem dochodzą
do rwącej rzeki cudzych myśli
stają na brzegu
na jednej nodze
jak głodne czaple

ze smutkiem
wspominają wyschłe źródła
kręcą się w kółko
w poszukiwaniu ziaren

nie chodzą
bo nie zajdą
nie chodzą
bo nie ma dokąd

siedzą na kamieniu
załamują ręce

pod chmurnym
niskim
niebem
czaszki

Zbigniew Herbert

Zwyczajne życie - Adam Zagajewski

Zwyczajne życie

Nasze życie jest zwyczajne,
przeczytałem w pomiętej gazecie
którą ktoś zostawił na ławce.
Nasze życie jest zwyczajne,
czytałem u filozofów.

Zwyczajne życie, dni i troski,
niekiedy koncert, rozmowa,
spacer na obrzeżach miasta
dobra wiadomość, zła wiadomość −

ale przedmioty i myśli
były jakby niedokończone,
tylko naszkicowane.

Domy i drzewa
łaknęły czegoś innego
i w lecie zielonej łąki
leżały na wulkanicznej planecie
jak płaszcz na oceanie.

Czarne kina łakną światła.
Lasy oddychają gorączkowo,
obłoki cicho śpiewają,
wilga modli się o deszcz.
Zwyczajne życie łaknie.

Adam Zagajewski

Byłem tutaj - Ryszard Krynicki

Byłem tutaj

Błysk, gasnący hieroglif promienia na murze -
i powtarzane z uporem bezradne zaklęcie
"Kilroy was here" jak naskalne
ryty. We wnęce zmroku bezdomny
rozkłada swoje kartony na nocleg. Nikt

odbija się w ścianie.

Ryszard Krynicki

Franz Joseph K., październik 1882 - Andrzej Szuba

Franz Joseph K., październik 1882

Herr Hermann Kafka sprzedał dziś z zyskiem
Herr Hermann Kafka kupił dziś bez straty
Herr Hermann Kafka nie obawia się konkurencji więc
czemu miałby się bać chrobotu karalucha w szafie

Hermann Kafka zamyka drzwi od sypialni
Hermann Kafka podchodzi na palcach do łóżka
Hermann Kafka nie boi się karalucha więc
czemu miałby się bać ogromnej puchowej pierzyny

Hermann zatrzaskuje drzwi od sypialni
Hermann podkrada się do łóżka
Hermann nie boi się robaka więc
czemu nie miałby pragnąć mieć syna

Julia Kafka wtula głowę w mokrą poduszkę

Andrzej Szuba

Tym wszystkim - Andrzej Szuba

Tym wszystkim

Tym wszystkim
którzy:
          zapomnieli o łotrach i krzyżu i
          wiedzą, że Chrystus umiera na raka i nie zmartwychwstaje
szukają całości w dziurze i nie znajdują jej
dają się metaforyzować zbyt łatwo
wierzą, że wszystko co istotnie mieści się
          w wąskiej szczelinie między zawałem a marskością
chwytają za tępe narzędzia i zaraz posłusznie je odkładają
których
          milczenie ma wartość krzyku a
          krzyk jest bezwartościowy

Andrzej Szuba

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Szczypta tabaki - Guillaume Apollinaire

Szczypta tabaki

Tabaczarzu dnem świeci moja tabakiera
Wsyp w nią tabaki lecz przednią wybieraj
Tak jest pogodnie że miastowym panom
Obiad w wiejskich sadybach zachciało się zjeść
Oliwki już dojrzały zewsząd bije w uszy
Spomiędzy drzew oliwnych ogrodniczek pieśń

Niebo bez chmurki ciepło więc dobrze mi tutaj
Lecz taki jestem stary że pytam się w duszy
Czy świętojańskie robaczki zobaczę

Tabaczarzu masz tu grosik
Przedni towar dziękuję tabaczarzu

Mam pyszną tabakę
W swojej tabakierce
Mam pyszną tabakę
Ty jej nie dostaniesz

Guillaume Apollinaire
przełożył Roman Kołoniecki

Londyn - William Blake

Gleb Goloubetski
Londyn

Wśród ulic, które rój lichwiarzy
Wykupił wraz z Tamizą mętną,
Błądzę i widzę w każdej twarzy
Słabości i niedoli piętno.
Każdy głos, klątwa, krzyk urwany,
Płacz, którym Dziecko trwogę głuszy,
Dźwięczy w mym uchu jak kajdany
Wykute w kuźni ludzkiej duszy.
Gdy Kominiarczyk płacze z cicha,
Bledną kościołów ciemne ściany;
Kiedy żebrzący Żołnierz wzdycha,
Krwią spływa Pałac pozłacany.
Lecz w nocy słyszę też, jak z dala
Klnie młodociana Nierządnica:
Zarazą ślubne Łoże kala,
Jadem dziecięcą Łzę nasyca.

William Blake
tłum. Stanisław Barańczak

Uwaga, uwaga! - Tomasz Hrynacz

Uwaga, uwaga!

Nadchodzi czas nowych urojeń
i nie jest to bynajmniej finał,

a zaledwie wstępna gra, kiedy
pamięć znów przećwiczy na nas

swoje piekielne sztuczki. Bo oto zbliża
się: pora krwawych liści i miękkiego szronu.

Oto gałązki bezlistne rzucone na stos,
ułożone na krzyż.

Tomasz Hrynacz

Pomiędzy - ks. Janusz Pasierb

Pomiędzy

W Lizbonie w auli fundacji Gulbenkiana
podczas kongresu „Europa - świat"
zrozumiałem, że nie należę do żadnego świata

pośród uczonych jestem podejrzanym artystą
pośród poetów znowuż jakimś profesorem
pomiędzy księżmi i jednym i drugim
w Polsce Europejczykiem a tutaj Polakiem

ciągle pomiędzy...

ks. Janusz Pasierb

Tak jak człowiek epoki kamiennej - Bertolt Brecht

***

Tak jak człowiek epoki kamiennej
Podnosił się
W mrocznych puszczach

Wygłodniały
Z mózgiem pełnym ciemnych obrazów

Rozpoczął swoją mozolną drogę
Tracąc co chwila siły
Wielokrotnie się myląc

Nierozsądnie gniewny
Nierozsądnie łagodny

Nieświadomy pośpiechu swych wrogów
Nieznający swej drogi

Wciąż powalany na ziemię
Potwornymi ciosami nieznanych mocy
Wciąż powstający
Z odwagi lub przerażenia

Bertolt Brecht
tłum. Ryszard Krynicki

Samotności - Aleksandra Olędzka- Frybesowa

samotności

w gorsecie samotności
nie mogą się
pochylić nad trawą

unieruchomiony kręgosłup
nie pozwala odchylić głowy w tył

a tam w górze do odczytania
nietrwałe pismo chmur

czasem sznurówka nawet na ustach
wąskodrwiący półuśmiech

nie zapominajcie mówił samotny Rilke
że życie jest chwałą

Aleksandra Olędzka- Frybesowa

Wielkie ułomności - Charles Simic

Wielkie ułomności

Każdy z nas ma tylko jedną nogę.

Tak trudno wybrać się dokądś,
Tak trudno wspiąć się po schodach,
Gdy się nie ma nawet laski albo kuli.

I tylko jedno ramię. Niemożliwe wygibasy
Przy byle próbie objęcia ukochanej osoby,
Ukrojenia chleba na stole,
Wciągnięcia w pośpiechu płaszcza.

Powinienem też wspomnieć, że jesteśmy prawie ślepi
I nie dosłyszymy, na oba uszy.
Niebezpiecznie jest wręcz stanąć na ulicy
Wśród tych zgromadzonych kalek i upośledzonych.

Mając w pamięci tylko parę kroków,
Dajemy się potulnie zwodzić na manowce
W nie kończącym się zmierzchu -
Każdy jak pies-przewodnik, który przejął ślepotę od pana.

Wszędzie wokół ogromny bezruch,
Drzewa niezmiennie gołe,
Krople deszczu wstrzymujące się w pół drogi,
Tak bliskie ziemi, lecz dające za wygraną.

Charles Simic
tłum. Stanisław Barańczak

Kapelusze - Carl Sandburg

Claude Théberge
Kapelusze

Kapelusze, czymże jesteście?
Co tai się pod wami?
Z krawędzi szczytu drapacza chmur
spojrzałem w dół i zobaczyłem: kapelusze! Pięćdziesiąt tysięcy kapeluszy!
Roiły się szumiąc pszczelnie i jak owce, wodospad, byki,
lub zastygały w bezgłosie podmorskich traw i milczeniu prerii okrytej pszenicą.
Kapelusze, opowiedzcie mi o swych wzniosłych nadziejach...

Carl Sandburg
tłum. Józef Czechowicz

Jedziemy samochodem... - Piotr Macierzyński

***

jedziemy samochodem
Leonard Cohen nawet nie wie że o piątej rano śpiewał w Toruniu
jesteś moim pilotem dlatego nie wiem o której będziemy nad morzem

trzy pocałunki to całe moje śniadanie
zrób coś zdejmij bluzkę pokaż mi swoje piersi bo inaczej usnę
czterysta kilometrów temu jeszcze się kłóciliśmy

w tle został Włocławek twój narzeczony i moje długi
przez Chojnice albo Człuchów
przez całe życie ale nie zakładaj bluzki

zapowiadali wielkie upały
więc przez najbliższe dwa tygodnie nie będzie żadnych kłótni
będą tylko ciepłe słowa

przez ostatnie pięć lat przybyło mi rozumu
ale nie na tyle żeby się znowu w tobie nie zakochać

mam nadzieję że przez ostatnie pięć lat przybyło ci rozumu
przynajmniej na tyle żeby tego nie zepsuć

Piotr Macierzyński

niedziela, 25 sierpnia 2013

Szewczyk - Bolesław Leśmian



Szewczyk

W mgłach daleczeje sierp księżyca,
Zatkwiony ostrzem w czub komina,
Latarnia się na palcach wspina
W mrok, gdzie już kończy się ulica.
Obłędny szewczyk – kuternoga
Szyje, wpatrzony w zmór odmęty,
Buty na miarę stopy Boga,
Co mu na imię – Nieobjęty!

Błogosławiony trud,
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki but
Wśród takiej srebrnej nocy!

Boże obłoków, Boże rosy,
Naści z mej dłoni dar obfity,
Abyś nie chadzał w niebie bosy
I stóp nie ranił o błękity!
Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie,
Powiedzą kiedyś w chmur powodzi,
Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi,
Bóg przyobuty bywa godnie!

Błogosławiony trud,
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki but
Wśród takiej srebrnej nocy!

Dałeś mi, Boże, kęs istnienia,
Co mi na całą starczy drogę –
Przebacz, że wpośród nędzy cienia
Nic ci, prócz butów, dać nie mogę.
W szyciu nic nie ma, oprócz szycia,
Więc szyjmy, póki starczy siły!
W życiu nic nie ma, oprócz życia,
Więc żyjmy aż po kres mogiły!
 
Błogosławiony trud,
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki but
Wśród takiej srebrnej nocy!

Bolesław Leśmian

Koncert w ogrodzie - Octavio Paz

Koncert w ogrodzie

Spadł deszcz.
Godzina jest olbrzymim okiem.
Odbijamy się w sobie.
Rzeka muzyki
płynie w mojej krwi.
Gdy mówię: ciało, odpowiedz mi: wiatr,
gdy mówię: ziemia, odpowiedz mi - gdzie?

Świat się otwiera niczym kwiat podwójny:
smutek narodzin
i radość pobytu.

Idę zgubiony w swoim własnym wnętrzu.

Octavio Paz
tłum. K. Rodowska

Jedno drzewo - Julian Przyboś

Jedno drzewo

Tak, to po liściach dotykalnej wiśni,
tej oto, domyślnie
kryjącej tamtą przed- czy poza-wiśnię
w sadzie wyciętym, w listkach przed półwieczem
opadłych, lecz odzieleniałych,
pluszcze deszcz,
ciąg dalszy
przerwisty,
powtarzany wiernie...
Od owoców ujrzanych wtedy naj soczyściej
odrywa się ich czerwień i z dwóch wiśni ciecze
pąsowymi kroplami za kroplami... pada
na trawę podnoszącą tym zieleńszą zieleń.
Dotykam pnia obiema rękami... to ledwo
jedno
drzewo.
Lecz nie znika ta sama, mokra, twarda
kora
okrywająca próżnię po dawnym... stoi
pień bez twardzieli,
trwają w liściach liście;
deszcz najdalszy je rosi.

I uchodzi w korzenie jedynego drzewa
rozwinięty ze słojów dwuczas ocalały
w szumie tak czystym, że śpiewa
o twoim płaczu z radości
nie mojej.
I sikora na cierniu poćwierkując cierpnie
dawno zmarła i modra.

Julian Przyboś

List - Tadeusz Peiper

Angell Pintado
List

Ten dzień... gdybym dzisiaj wprawił weń zdanie,
                  otrzymałbym uśmiech w złocie.
Kraję to złoto na godziny i najgęstszą ślę tobie, brunonie;
                  spocznij w tym namiocie.
Drzewa, świeczniki z zieleni
                   która strzepuje na bukiet białych domów
płonące zapałki, zerwane z powietrza...
                   Lecz gdzież są kanały poetów
którymi na łodziach z twoich słów mógłbym przesłać ci
                   to światło, list w kopercie z dzwonów.
Za chwilę będzie za późno.
                   Proste linie obłoków, straż przednia wieczoru...
Kieliszkiem nocy piliśmy nieraz śmierć chropowatych upiorów,
lecz świat, dzieło złotnika, dzisiaj...
                   Tymczasem oddział obłoków
przetrząsa powietrze jak bogatą piwnicę i już rozpasanie hula
na kopule kościoła, popielniczce dnia,
                    za małej nawet na mieszkanie wróbla.

Tadeusz Peiper

Komedia pragnień (fragment) - Arthur Rimbaud

Komedia pragnień 
(fragment)

IV
Może Wieczór mnie spotka,
gdy zasiądę przy winie
jakiejś starej mieścinie,
potem przyjdzie śmierć słodka:
dziś czekam – nic nie czynię.

Gdy już zło się ustoi,
będę złota roztrwońcą,
czy wybiorę kraj słońca,
czy gdzie drzewa śnieg stroi?
Ach, marzyć nie przystoi.

Niechaj! Czas to stracony!
A gdy się tam zasmucę,
z włóczęgi już nie wrócę
do oberży zielonej,
lecz pójdę w inne strony.

V
Gołębie, co skrzydłami na łące trzepocą,
zwierzęta na swobodzie, zwierzęta w niewoli,
drapieżce polujące i widzące nocą,
motyle mrące – także pragną pić do woli.

Lecz utonąć, gdzie chmury te samotnie toną
- o, młody oblubieńcze rzeźwiącej świeżości!
I umrzeć w lesie tam, gdzie fiołki płoną,
na które jutrznia sieje blaski z wysokości!

Arthur Rimbaud
przełożył K.A. Jaworski

Galary - Paweł Hertz

Henryk Szczygliński - Galary na Wiśle - 1904
Galary

Łodzie, barki szerokie, nabrzmiałe zmęczeniem godzin
spływały z wolna wieczorem do bladoróżowej przystani.
Jabłka mieniły się w wodzie, w przejrzystym, głębokim chłodzie,
aż srebrny płomień latarni wypukłą czerń łodzi poplamił,

Za miastem łąki szerokie, pagórki — piersi kobiece.
Cóż znaczą barki na wodzie znaczone cieniem odbłysku
wobec tych wiatrów pośpiesznych, co czerwień w zachodzie niecą,
wobec tych białych obłoków, płynących nad ziemią nisko.

Galary — białe obłoki — za dnia są inne niż w nocy,
a jabłka pachną inaczej nocami niżeli we dnie.

gdzież jest granica dnia, nocy, której nie umiem przekroczyć?
Galary — wiślane galary — odpłyńcie, nim północ zblednie.

Paweł Hertz

Nieco przed lasem - Tymoteusz Karpowicz

Max Ernst - Las
Nieco przed lasem

on niby wyjrzał
ale jeszcze nie mam na to oka

on jakby słucha
ale jeszcze mimo moich uszu

on na pewno coś zwęszył
ale jeszcze mi to nie po nosie

on już na język wodzi
ale drewno mam na jego słowo

nieco przed lasem za wcześnie
wyszło słońcu na dobre z cienia

ale nieco przed lasem za późno
na wybicie tej chwili ze światła

Tymoteusz Karpowicz

Muchy na oknie - Jaroslav Seifert

Muchy na oknie

Zbyt wcześnie się rozwiała ta rozkoszna ciemność:
muszych skrzydełek trzepot usłyszałem.
Ach, zgódź się ze mną,
że sen to piękno najbardziej dojrzałe.

Ale nigdy nie odganiaj much,
chociaż ich bzykania ze snu cię wyrwały.
Nie wiesz, którą z nich przeznaczył Bóg,
aby usiadła na czole twym zmartwiałym.

Nie wiesz przecież, jaki jeszcze czas
już wydatne wyroki tobie dają;
w poszarpanych koronach drzew i gwiazd
błyskawice różowe śpiewają.

Jaroslav Seifert
przełożył Adam Włodek

Do samotności - John Keats

Do samotności

O samotności! Chcąc z tobą wieść życie,
Nie w miejskich gmachów pomieszane mury,
Jeno, by śledzić władanie Natury,
Szedłbym na górskim wypoczywać szczycie.

Tu stąd patrzałbym na kwietne pokrycie
Dolin, na strumień, tryskający z góry
Falą kryształów, i jak jeleń bury
Wypędza pszczołę z naparstnic. W tym bycie

Choć rozmiłowan, rad bym przecież w twojem
Iść towarzystwie między wielkie duchy,
By na mądrości ich słowa niegłuchy,
Odczuć, że oni są rozkoszy zdrojem:
Szczęście, gdy k'tobie przepełne otuchy
Dwa bratnie serca spieszą ze swym znojem.

John Keats
przeł. Jan Kasprowicz

Czerwona taczka - William Carlos Williams

Michel Vezinet
Czerwona taczka

Tak wiele zależy
od

czerwonej
taczki

lśniącej
po deszczu

obok białych
kurcząt

William Carlos Williams
tłum. J. Hartwig

Przedwieczerz - Paul Verlaine

Przedwieczerz

Czerwony księżyc powstaje zza chmury
Wśród pląsających mgieł ponocnych, łąka
Zasypia dymiąc, i wietrzyk się błąka
W zielonych sitach, gdzie grają żab chóry.

Lilie się wodne stulają na fali...
We mgle jak widma majaczą topole
Proste i zwarte w gasnącej oddali...
Po krzakach krążą przelotne luciole...

Puszczyk na przestwór wypływa w swej łodzi,
Szybując w mroku bez żagla i steru...
Blask się z zenitu w mgłę sączy bez szmeru,
Biała powstaje Wenus. Noc nadchodzi.

Paul Verlaine
przeł. Bronisława Ostrowska

Oddech morza - Bronisława Ostrowska

Michael Satarov
Oddech morza

Szeroki, słony oddech morza.
Mew dzikich krzyki nad wodami…
Serce się z piersi rwie w bezdroża;
Serce, jak skrzydło, w piersiach gra mi!
Mew dzikich krzyki nad wodami,
Słońce z chmur lotnych patrzy zwoja…
Serce, jak skrzydło, w piersiach gra mi;
Znasz miłość, duszo, duszo moja;
Czy snów cię bezdnie kołysały?
Dyszą zielone wodne wały,
Serce się z piersi rwie w bezdroża!…
Czy snów cię bezdnie kołysały?
Szeroki, słony oddech morza…

Bronisława Ostrowska

sobota, 24 sierpnia 2013

Wśród wielu zajęć - Tadeusz Różewicz

Justyna Kopania
Wśród wielu zajęć

Wśród wielu zajęć
bardzo pilnych
zapomniałem o tym
że również trzeba
umierać

lekkomyślny
zaniedbałem ten obowiązek
lub wypełniałem go
powierzchownie

od jutra
wszystko się zmieni

zacznę umierać starannie
mądrze optymistycznie
bez straty czasu

Tadeusz Różewicz

3 kwietnia - Miron Białoszewski

M.C. Esher
3 kwietnia

biernie
wynurzam się z bloku
na goły chodnik

blada wiosna
przezroczysta

jestem stare palto!

pręd-ko do swojego bunkra
na dziewiąte piętro

Miron Białoszewski

Kajuta nr 6 - Blaise Cendrars

Kajuta nr 6

Zajmuję ją
Powinienem tu żyć
Nie ma w tym żadnej mojej zasługi że siedzę w niej zamknięty i pracuję
Zresztą piszę wszystko co przechodzi mi przez głowę

Nie jednak nie wszystko
Ponieważ wiele rzeczy przechodzi mi przez głowę ale nie wchodzi do kajuty
Żyję w przeciągu okrągłe okienko jest szeroko otwarte
Warczy wentylator

Nic nie czytam

Blaise Cendrars
tłum. Julia Hartwig

Prezent gwiazdkowy - Allen Ginsberg

Prezent gwiazdkowy

Spotkałem we śnie Einsteina
Wiosna, nieskazitelny trawnik w Princeton
Ukląkłem i ucałowałem jego młody kciuk
niby jakiegoś rumianego papieża
miał twarz świeżą szeroką pulchną zaróżowioną
"Wynalazłem całkiem odrębny wszechświat,
coś w rodzaju Najświętszej Panienki" -
"Istotnie, stwór ten rodzi sam z siebie"
zacytowałem z Meskaliny
Usiedliśmy na dworze w to uniwersalne lato
ażeby spożyć lunch, obok profesorskich żon
w Klubie Tenisowym,
nasze spotkanie było już wieczyste, tak jak oczekiwano,
a mój gest by cmoknąć go w rękę
okazał się nadspodziewanie świątobliwy
zważywszy na Bombę Atomową o której nie wspomniałem

Allen Ginsberg
tłum. Piotr Sommer

Śmierć - Vladimír Holan

Śmierć

Wygnałeś ją ze swego wnętrza już wiele lat temu
i zamknąłeś ten zakamarek, i starałeś się o wszystkim zapomnieć.
Wiedziałeś, że nie ma jej w muzyce, toteż śpiewałeś,
wiedziałeś, że nie ma jej w ciszy, toteż zachowywałeś milczenie,
wiedziałeś, że nie ma jej w samotności, toteż byłeś sam...
Ale niestety! Co to się dziś stało,
że jesteś przerażony jak ktoś,
kto nagle w nocy dostrzegł
smugę światła pod drzwiami
prowadzącymi do pokoju obok,
w którym już dawno nikt nie mieszka?

Vladimír Holan
przełożył Leszek Engelking

Emocje - Jáchym Topol

Emocje

wieża kościoła sterczy w niebo
jakby miała tu zostać na zawsze
Phillip Straub
wierzchołkiem przebija
połyskujące powietrze
słońce pomału zachodzi
już się schowało za domem
który jest na horyzoncie

a ja nie chcę jeść
nie jestem głodny
już w ogóle nigdy nie będę jadł
ja jestem wariat

z domów się dymi
okna są otwarte
a w nich twarze ludzi

światło drży
a potem znika
na ulicy nie ma w ogóle nikogo
prócz mnie
główna ulica pełna jest haseł

nie chcę już harować jak wół
chciałem prysnąć
ale zrobili ze mnie niewolnika
o mało nie zabili mnie w dżungli
nie chcę pracować
tyle we mnie nienawiści
bo o moim życiu
decydują idioci

praca to brak czasu
żeby powiesić się w kanale
dlatego robię tyle rzeczy
które z rozkoszą bym olał
nie mam w ogóle ochoty ale muszę

wiem że muszę
bo nie wiem w ogóle nic

Jáchym Topol
tłum. Leszek Engelking

Podróż - Jiří Kolář

Podróż

Idź
albo jedź niczego z sobą nie biorąc
do miasta
gdzie nikogo nie znasz
i zostań tam przez trzy dni
Kiedy poczujesz głód
poproś o chleb
kiedy poczujesz pragnienie
poproś o wodę
Śpij gdzie się da
i codziennie pytaj
dziewięciu osób o człowieka
o twoim nazwisku
i twoich kolejach życiowych

Jiří Kolář
tłum. Leszek Engelking

Od tego się nie umiera - Leszek Engelking

***

Od tego się nie umiera
więc żyjemy dalej,
zabici
nie na śmierć.
Od tego się nie umiera,
więc liżemy rany,
nawykli
do smaku krwi, ropy i pustki.
Od tego się nie umiera,
więc umieramy w końcu,
posłuszni,
od czego innego.

Leszek Engelking

Espresso - Tomas Tranströmer

Brent Heighton
Espresso

Czarna kawa w kawiarnianym ogródku
gdzie stoły i krzesła barwne jak insekty.

To cenne schwytane krople
równie mocne co Tak i Nie.

Wynoszona z mrocznych kawiarni
patrzy w słońce bez mrugnięcia.

W blasku dnia punkt zbawiennej czerni
co szybko wlewa się w bladego klienta.

Niczym krople czarnej zadumy
które czasem wyławia dusza

dając ożywczy impuls: Naprzód!
Natchnienie by otworzyć oczy.

Tomas Tranströmer
tłum. M. Wasilewska-Chmura